„To ta dziewczyna.”
Jej wzrok przesunął się z mojej twarzy na dłonie. Potem uniosła palce i zaczęła nimi szybko poruszać.
Dana zobaczyła to pierwsza. „Kevin, ona używa języka migowego”.
Dłonie dziewczyny poruszały się szybciej, gdy zauważyła, że nie rozumiemy. Nie dziko, tylko z niecierpliwością, jakby próbowała przeskoczyć mur zbudowany z naszego zagubienia.
Dana wiedziała wystarczająco dużo, żeby złapać fragmenty. „Wystraszona. Łóżko. Schowała się. Dziewczyna się ruszyła. Schowała się.”
Mia zrobiła mały krok bliżej. „Upuściłam Teddy’ego. Kiedy się schyliłam, zobaczyłam, że patrzy na mnie”.
Nic dziwnego, że biedny dzieciak wpadł w panikę.
„Kevin, ona używa języka migowego.”
Dziewczyna znowu się podpisała, po czym nagle wskazała na drzwi wejściowe. Poszedłem za jej gestem. „Ktoś na zewnątrz?”
Skinęła głową, a potem pokręciła nią z frustracją.
Luis mruknął: „Czegoś nam brakuje”.
Dziewczyna zsunęła się z kanapy i pospiesznie pobiegła do przedpokoju, wciąż owinięta w koc, wskazując raz po raz na drzwi. I przez jedną niespokojną sekundę napięcie znów wzrosło, bo wciąż nie mieliśmy pojęcia, jak dostała się do tego domu.
Wtedy klamka drzwi wejściowych się obróciła.
Do środka wpadła kobieta z małą torbą apteczną. W chwili, gdy zobaczyła dziewczynę przy drzwiach, wszystko inne zniknęło.
„Czegoś nam brakuje”.
„Polly!” krzyknęła.
Dziewczynka podbiegła do niej i chwyciła się jej nóg. Kobieta uklękła i podniosła Polly, składając namiętne pocałunki na czubku jej włosów. Potem spojrzała na nas, na Mię, na koc, a ja obserwowałem, jak prawda układa się w jej oczach.
„O nie” – szepnęła kobieta.
„Jesteś jej matką?” zapytała Dana.
„Tak. Jestem Marisol. Jestem nianią Mii.”
Mia spojrzała na mnie i cicho zapytała: „Zostawiła mnie pani, panno Marie?”
„Jesteś jej matką?”
Oczy Marisol się zaszkliły. „Poszłam tylko do pobliskiej apteki, kochanie. Polly się paliła, mama wyjechała na pogrzeb, a ja nie miałam nikogo innego. Zabrałam ją ze sobą. Skoro już spałaś w swoim pokoju, kazałam Polly zostać w kuchni. Nie umie mówić, posługuje się językiem migowym, więc myślałam, że zostanie. Powiedziałam jej, że zaraz wrócę”.
„A twoja córka poszła na górę” – powiedział Luis.
Marisol zakryła usta. Wyjaśnienie przyszło szybko, ale nie wymazało faktu, że oboje dzieci były same.
Odwróciłam się do niej. „Zostawiłaś dwójkę dzieci samych w tym domu”.
Marisol spuściła wzrok. „Wiem… Przepraszam. Apteka była tuż za rogiem, a myślałam, że wrócę, zanim Mia zauważy, że mnie nie ma”.