***
Zastępca Cruz kucnął przed Talią.
„Kochanie, czy możesz mi jeszcze raz powiedzieć, co widziałaś?”
Talia skinęła głową. „Tata trzymał go pierwszy”.
Cruz spojrzał na Daniela.
Rozłożył ręce. „Znalazłem dziecko przy ganku. Spanikowałem. Przeniosłem je”.
Pokój wokół mnie zmienił kształt.
„Co?” zapytałem.
„Tata trzymał go pierwszy.”
Mój mąż przełknął ślinę. „Znalazłem go na ganku, Isobel. Była tam notatka z moim imieniem. Spanikowałem. Mama była w drodze, ty byłaś w domu, a Talia zawsze wychodzi podlewać kwiaty. Pomyślałem, że gdyby go tam znalazła…”
Spojrzałam na niego.
„Myślałeś, że jeśli nasza córka znajdzie twoje dziecko z romansu”, powiedziałem, „będziesz mógł tu stać i udawać, że jesteś mną zszokowany?”
Cora natychmiast zareagowała. „Isobel, kochanie, nie musi to stać się publicznym widowiskiem”.
Odwróciłem się do niej tak szybko, że przestała mówić.
„Była tam notatka z moim nazwiskiem.”
„Dziecko jest w mojej kuchni, bo twój syn nie mógł zapiąć spodni ani utrzymać prostego kręgosłupa. To właśnie ten moment prawdy”.
Cora zacisnęła usta. „Może być w tym coś więcej”.
„Jest” – powiedziałem. „Gdzieś krwawi kobieta o imieniu Gwen, a ty pozwoliłeś naszej małej dziewczynce nieść swój sekret”.
Daniel wzdrygnął się, jakbym go uderzył.
Cruz wyprostowała się i wyciągnęła rękę. „Proszę pana, potrzebuję pana telefonu”.
„To jest właśnie ten moment, w którym trzeba poznać prawdę”.
Daniel patrzył na nią, jakby nic nie słyszał.
„Danielu” – powiedziałem.
Spojrzał na mnie i przez ułamek sekundy zobaczyłam mężczyznę, którego poślubiłam. Mężczyznę, który masował plecy Talii, gdy śniły jej się koszmary.
Następnie wyjął telefon z kieszeni i trzymał go w dłoni.
„Czy potrzebny jest nakaz na to?”
Cruz nawet nie mrugnął. „Teraz potrzebuję tylko telefonu”.
Daniel patrzył na nią, jakby nic nie słyszał.
„Danielu” – powiedziała Cora cicho. „Po prostu jej to daj”.
Wypuścił powietrze przez nos i podał rękę.
Zanim Cruz zdążyła cokolwiek powiedzieć, ekran w jej dłoni rozświetlił się.
GWEN WOŁA
Daniel zamknął oczy.
Zaśmiałem się raz, ale zaśmiałem się cienko i łamliwie. „Oczywiście.”
„Mamo?” – wyszeptała Talia. „Przepraszam”.
„Po prostu jej to daj.”
Uklęknąłem przed nią. „Hej. Hej, spójrz na mnie”.
Jej palce zacisnęły się na moim nadgarstku. „Mam kłopoty?”
„Nie.” Dotknąłem jej policzka. „Nie, kochanie. Postąpiłaś słusznie. Słyszysz?”
Jej usta drżały. „Czy dziecko będzie… w porządku?”
„Tak” – powiedziałem, choć głos mi się załamał. „Tak, nic mu nie będzie. Właśnie mu pomagają”.
Spojrzała na moją twarz i skinęła głową.
„Czy dziecko będzie… w porządku?”
„Cora” – powiedziałem, nie odrywając wzroku od Talii. – „Zabierz ją do salonu. Proszę”.
Cora zrobiła krok naprzód i skinęła głową. „Chodź, usiądź z babcią”.
Talia początkowo się nie poruszyła. „Chcę zostać z mamą”.
„Wiem, kochanie” – powiedziałem. „Tylko na chwilę, dobrze?”
Kiedy w końcu odeszła, powoli wstałem i odwróciłem się do Daniela.
„Opowiedz mi wszystko.”
„Zabierz ją do salonu.”