Przypomniały mi się słowa Avy: Poznaliśmy miłą panią… Zadała nam pytania.
Następna strona: potwierdzenie zapisu do szkoły prywatnej.
W EUROPIE!
Mieli tam zamieszkać za niecały tydzień — w czasie mojego miesiąca miodowego.
Ale ostatni dokument był najgorszy. Tak mną wstrząsnął, że musiałem usiąść.
Przypomniały mi się słowa Avy.
Był to dokument przyznający Richardowi uprawnienia prawne w zakresie podejmowania decyzji dotyczących edukacji i opieki nad dziećmi.
Podpisał je ich ojciec!
Człowiek, który zniknął z naszego życia lata temu bez słowa. Richardowi jakimś cudem udało się go odnaleźć i nakłonić do podpisania tego dokumentu.
Nie pamiętam, kiedy opuszczałem gabinet.
Pamiętam, jak stałam w pokoju Avy i patrzyłam, jak śpi. Potem poszłam do pokoju Masona i zrobiłam to samo.
Pamiętam, że pomyślałem, że muszę coś zrobić, zanim stracę je na zawsze.
W jakiś sposób Richardowi udało się go odnaleźć.
Następnego ranka zorganizowaliśmy specjalny brunch dla bliskich przyjaciół i rodziny.
Wszedłem do pokoju trzymając teczkę pod pachą.
Richard nalewał kawę, gdy położyłem przed nim teczkę.
„Myślisz, że skoro udało ci się namówić ich nieobecnego ojca do podpisania jakiegoś dokumentu, masz prawo wysłać moje dzieci, kiedy ja będę w podróży poślubnej?”
Zmarszczył brwi. „Ale zgodziłeś się, że prywatna szkoła będzie dla nich najlepsza. Chciałeś, żeby mieli stabilizację, szansę na lepszą przyszłość”.
„Nie jako internaci w szkole w Europie!” – warknąłem.
„Zgodziłeś się, że prywatna szkoła będzie dla nich najlepszym rozwiązaniem”.
Richard westchnął. „To jedna z najlepszych szkół na świecie…”
„A gdybyś zapytał mnie, czy mam ich tam wysłać, zamiast robić to za moimi plecami, i tak powiedziałbym, że nie”.
Powoli wypuścił powietrze, jakbym to ja był nierozsądny. „Jesteś przytłoczony. Wiesz o tym. Zrobiłem to, żeby ci pomóc”.