Łzy spływały po policzkach Amelii. „Zapomniałam, że ona najbardziej potrzebuje… miłości. Prostej, codziennej miłości”.
Następnego wieczoru zanieśliśmy Sophie na strych. Początkowo trzymała się z tyłu, chowając się za moimi nogami, aż Amelia uklękła obok niej.
„Sophie, bardzo przepraszam, że ostatnio byłam taka surowa” – powiedziała Amelia. „Tak bardzo starałam się być dobrą mamą, że zapomniałam, jak po prostu… być przy tobie. Pozwolisz, że pokażę ci coś wyjątkowego?”
Sophie rozejrzała się wokół, ciekawość wzięła górę nad ostrożnością.
Kiedy Sophie zobaczyła pokój, otworzyła usta w geście idealnego „O”.
„Czy to… czy to dla mnie?” wyszeptała.
Amelia skinęła głową, a jej oczy zabłysły. „Całość. I obiecuję, że od teraz będziemy razem sprzątać twój pokój, a może… może podzielimy się lodami, czytając razem?”
Sophie patrzyła na nią przez dłuższą chwilę, zanim rzuciła się w ramiona Amelii. „Dziękuję, nowa mamusiu. Uwielbiam to”.
„Czy możemy tu urządzać herbatki?” – zapytała Sophie, już kierując się w stronę małego stolika. „Z prawdziwą herbatą?”
„Gorąca czekolada” – dodała Amelia ze śmiechem. „I ciasteczka. Dużo ciasteczek”.
Później tej nocy, kiedy układałam Sophie do snu, przyciągnęła mnie do siebie i szepnęła: „Świeża mama nie jest straszna. Jest miła”.
Pocałowałem ją w czoło, czując, jak ostatnie moje wątpliwości się rozwiewają.
Nasza droga do założenia rodziny nie była prosta ani prosta, ale może właśnie to ją urzeczywistniło. Uczyliśmy się razem, czasem potykając się, ale zawsze szliśmy naprzód.
A gdy następnego dnia patrzyłem, jak moja córka i moja żona siedzą w pokoju na poddaszu, zajadając się lodami i opowiadając sobie historie, wiedziałem, że wszystko będzie dobrze.