Pojechali do sierocińca w Guadalajarze, gdzie przestraszona siedmioletnia dziewczynka o imieniu Elena kurczowo trzymała się framugi drzwi. Matilda uklękła i podała jej rękę.
„Chcielibyśmy cię poznać” – powiedziała. „A jeśli nas lubisz… chcielibyśmy być twoją rodziną”.
Elena powoli włożyła swoją małą dłoń w dłoń Matyldy.
I tak po prostu stali się rodziną.
Z czasem adoptowali jeszcze dwójkę dzieci — Liama i Mię — wypełniając dom hałasem, biegnącymi nogami, wspólnymi posiłkami i miłością, która nie musiała przypominać czyjejkolwiek innej.
Sąsiedzi szeptali. Osądzali. Plotkowali. Ale ich słowa nie mogły przebić się przez cichą radość panującą w domu Salazarów.
Matylda została już kiedyś sprzedana. Ale ostatecznie zyskała coś większego: dom, towarzysza, rodzinę, życie zbudowane nie na pragnieniu, a na wyborze.
Później mówiła swoim dzieciom: „Miłość ma wiele form. Nasza po prostu wyglądała inaczej – i to właśnie sprawiło, że była nasza”.