„A Jennie ma nieprzerwany czas” – dodał Robert. „Tak długo, jak będzie potrzebowała”.
Gerald potarł kark. „Mam spotkania”.
Robert skinął głową. „Wtedy nauczysz się tego, czego kobiety uczą się każdego dnia. Życie nie zatrzymuje się z powodu niedogodności. Dopóki mieszkasz w domu, który pomogłem ci kupić, tak właśnie będzie wyglądał kolejny tydzień. I będę tu, żeby się upewnić, że tak będzie”.
„Tato, nie możesz po prostu przejąć mojego domu.”
Robert skrzyżował ręce. „Patrz na mnie.”
„Będę tutaj i dopilnuję, żeby tak się stało”.
Siedziałem oszołomiony, nie triumfujący. Gerald spojrzał na mnie, jakbym miał go ratować. Nie zrobiłem tego.
Robert podniósł Maisie. „Jennie, idź się położyć. Nie jesteś na służbie”.
Moje ciało ruszyło w stronę Maisie, zanim mój umysł zdążył to pojąć.
„Nie” – powiedział Robert łagodnie. „Dajcie mu zacząć”.
Gerald wziął dziecko z całą pewnością siebie mężczyzny, który uczestniczył głównie w zajęciach teoretycznych. Maisie natychmiast zaczęła się niepokoić.
„Chciałeś kontroli” – powiedział Robert. „Zacznij od tego”.
Siedziałam na skraju łóżka z rękami na kolanach, słuchając płaczu Maisie, mamrotania Geralda do niej i butelki, która zbyt długo się nagrzewała gdzieś w kuchni.
Gerald spojrzał na mnie, jakbym miał go ratować.
Godzinę później Robert zapukał cicho i podał mi kubek herbaty.
„Jak się czuje?” zapytałem.
Wyglądał niemal rozbawiony. „Źle”.
Wydałem z siebie dźwięk, który był w połowie śmiechem, w połowie płaczem.
***
Tej nocy Gerald budził się za każdym razem. O świcie wyglądał na wyczerpanego, z koszulą na lewej stronie i przewijakiem przemoczonym od pominiętej pieluszki. Przy śniadaniu wpatrywał się w ekspres do kawy, jakby zapomniał, do czego służą przyciski.
„Długa noc?” zapytał Robert.
Gerald przesunął dłonią po twarzy. „Jak ty to robisz każdego dnia, Jennie?”
Spojrzałem na swój talerz.
„Jak ci się to udaje każdego dnia, Jennie?”
Drugiej nocy mój mąż był już spokojniejszy.
Po trzecim zamilkł. Przestał wspominać o rachunkach za wodę, przestał liczyć minuty i zaczął brzmieć jak zmęczony ojciec, który uczy swoje dziecko.
Czwartej nocy obudziłam się, słysząc wiercącą się Maisie i kroki Geralda na podłodze w pokoju dziecięcym. Leżałam nieruchomo, stare nawyki mnie dręczyły. Potem usłyszałam, jak ją podnosi.
„Hej, hej. Mam cię”. Chwila ciszy. Skrzyp bujanego fotela. Potem znowu głos Geralda, tak niski, że prawie go przegapiłem. „Przepraszam. Nie wiedziałem, że to takie trudne”.
Łzy spływały mi po linii włosów. Nie mówił do mnie. Może do Maisie. Może do tej wersji mnie, którą ignorował przez te wszystkie tygodnie.