To był Robert, mój teść. Ostatnio bywał u nas od czasu do czasu, bo chciał spędzić więcej czasu z wnuczką, a teraz stał tam, trzymając w ręku drugi timer.
Gerald stał metr ode mnie, blady i sztywny. Robert bez słowa podał mi ręcznik. Potem odwrócił się do Geralda i powiedział bardzo cicho: „Wyjaśnij mi to”.
Gerald najpierw spróbował się roześmiać. To rodzaj nerwów, który ludzie okazują, gdy mają nadzieję, że bzdury pójdą za logikę.
„Tato, to nie jest to, na co wygląda!”
„Widziałem, jak trzy razy z rzędu pędziłeś do głównego zaworu, synu” – powiedział Robert. „Dziś poszedłem za tobą”.
„Widziałem, jak trzy razy z rzędu pędziłeś do głównego zaworu, synu.”
Gerald przełknął ślinę. „Po prostu staramy się zapanować nad rytmem dnia dziecka”.
Robert uniósł timer. „Przykleiłeś to taśmą do prysznica?”
„Jennie za długo się spóźnia, tato” – argumentował Gerald. „Maisie płacze. Mam pracę”.
„Więc twoją odpowiedzią było traktowanie żony jak gościa, który przedłużył pobyt w motelu” – odparł Robert.
Usta Geralda otworzyły się i zamknęły.
„To trwa już od kilku dni” – powiedziałem.
Wyraz twarzy Roberta złagodniał na tyle, że aż mi serce pękło. „Idź i spłucz włosy w łazience dla gości. Nie spiesz się.”
„To trwa już od kilku dni”.
Gerald zrobił krok naprzód. „Tato, to nie jest konieczne”.
Robert nie spojrzał na niego. „Usiądź.”
Po raz pierwszy od narodzin Maisie widziałam, że ktoś w tym domu potraktował moje zmęczenie poważnie i nie prosił mnie, żebym się przed nim broniła. Kiedy zamknęłam drzwi do łazienki dla gości, ręce trzęsły mi się tak bardzo, że musiałam chwycić się umywalki.
Kiedy wróciłem, Robert rozłożył papiery na kuchennym stole.
Sporządził harmonogram. Nie listę, ale wydrukowany, minuta po minucie, rozkład całego mojego dnia.
5:10 — Nakarm dziecko.
5:45 — Zmiana pieluchy.
6:20 — Mycie butelek.
7:15 — Przygotuj śniadanie.
I tak dalej, aż do nocnych pobudek.
„Tato, to nie jest konieczne.”
„Jak ty w ogóle…” zacząłem.
„Jestem tu wystarczająco długo, żeby to zauważyć” – odpowiedział Robert. „Niejednokrotnie zastałem cię na nogach o drugiej w nocy i znowu o szóstej. Zauważyłem też, że mój syn jakimś cudem znajduje czas na gry, drzemki i opinie”.
Gerald wyglądał na zirytowanego. „Tato, to jest dramatyczne.”
Robert przesunął strony. „Przez następne siedem dni robisz wszystko, co było na liście. Karmienie, zmiana pieluch, pranie, butelki, posiłki, sprzątanie, uspokajanie, nocne pobudki… wszystko”.
„To jest śmieszne” – warknął Gerald.
„Nie. To śmieszne, że przyklejasz timer do drzwi prysznica, bo twoja żona na rekonwalescencji potrzebuje więcej niż czterech minut, żeby umyć włosy” – mruknął Robert.
„Tato, to jest dramatyczne.”
Gerald patrzył, jakby warunki mogły się zmienić, gdyby poczekał wystarczająco długo. Robert nie targował się.