Myślałem, że nic nie stanie między moją narzeczoną a moją córką, aż do czasu, gdy plany ślubu wyszły na jaw tajemnica, która mnie zaskoczyła i zmusiła do podjęcia decyzji, gdzie tak naprawdę jest moje miejsce.
„Czekoladowe czy jagodowe?” – zawołałem, mocując się z patelnią. Słyszałem, jak ołówek Sary stuka o stół.
Nie podniosła wzroku znad notesu. „Czekoladowe, tato. Ale tylko jeśli zrobisz te uśmiechnięte buźki”. Starała się brzmieć surowo, ale jej usta wykrzywiły się w uśmiechu.
„Czekoladowe czy jagodowe?”
„Zgoda” – powiedziałem, nalewając ciasto. „Chcesz chociaż raz głupiej miny czy czegoś porządnego?”
„Zdecydowanie głupie. Ostatni wyglądał jak kaczka z trzema oczami.”
„To był smok, bardzo dziękuję”. Pomachałem jej szpatułką, a ona wystawiła język. Promienie słońca rozlały się po jej włosach, wciąż rozczochranych od snu.
Szkolne poranki były naszym czasem, tylko dla nas dwojga, wypełniającym dom żartami i zapachem naleśników. Ale nie zawsze tak było.
Poranki w szkole były naszym czasem, tylko dla nas dwojga.
Kiedyś poranki były ciche, słychać było tylko odgłos parzonej kawy i mnie udającego, że czytam wiadomości.
Sarah przesunęła swoją pracę domową. „Tato, możesz sprawdzić moje obliczenia, zanim pójdę? Nora mówi, że jesteś dobry z liczbami, ale myślę, że po prostu chce być miła”.
Udawałam, że zerkam znad okularów. „Musisz wiedzieć, że w liceum prawie zostałam matematyczką”.
Oboje się śmialiśmy. To było łatwe, naturalne. Ale niektórych poranków przyłapywałem ją na zerkaniu na drzwi, jakby czekała, aż ktoś do nas dołączy.
„Tato, możesz sprawdzić moje obliczenia, zanim pójdę?”
„Czy Nora przyjdzie na śniadanie?” zapytała.
„Nie dzisiaj, dzieciaku”. Przerzuciłem naleśnik i starałem się nie okazywać rozczarowania. „Tylko my. Jak za dawnych czasów”.
Uśmiechnęła się szeroko. „Dobrze. Twoje naleśniki i tak są lepsze”.
I przez chwilę miałem wrażenie, że wszystko jest dokładnie na swoim miejscu.
***