Karen nie była tym zachwycona.
Przypominało mi to sposób, w jaki ojcowie spędzają czas ze swoimi synami, chociaż nie byłem biologicznym ojcem Barry’ego.
To uczucie pozostało ze mną.
Karen też to zauważyła. Nie podobało jej się to.
Właściwie myślę, że ją to rozzłościło. Widziałem napięcie na jej twarzy za każdym razem, gdy Barry przechodził przez drzwi.
Ale zignorowałem to.
Prawda w końcu wyszła na jaw pewnego wieczoru.
To uczucie pozostało ze mną.
Barry był tam już wiele razy, ale tego wieczoru, kiedy się pojawił, coś było nie tak. Wydawał się rozkojarzony i zdenerwowany. Siedzieliśmy przy stole i jedliśmy, ale Barry tylko dziobał jedzenie.
Nagle widelec wypadł mu z ręki i upadł na talerz.
Karen uderzyła dłonią w stół. „Jak długo zamierzasz kłamać?” – krzyknęła nagle. „Kiedy w końcu powiesz mu prawdę?”
Spojrzałem na nią zmieszany. „Kochanie, wystarczy”.
„Jak długo zamierzasz kłamać?”
Ale to nie był koniec.
„Nie, to za mało!” – warknęła. „Jak śmiesz okłamywać mojego męża i nie mówić mu, co zrobiłeś jego prawdziwemu synowi? Powiedz mu to, co powiedziałeś mi ostatnim razem, zanim wyszedłeś. Skonfrontowałam Barry’ego z tym, że byłam tu ostatnio, kiedy byłeś w łazience. Przyznał się. Nie powiedziałam ci tego do tej pory, bo nie chciałam cię skrzywdzić. Ale nie mogę już tego dłużej trzymać w tajemnicy”.
Barry wpatrywał się w stół.
Mój głos ledwo brzmiał. „Barry” – powiedziałem powoli – „o czym ona mówi?”
Przez kilka sekund Barry miał dziwny wyraz twarzy i nie odpowiedział. W końcu na mnie spojrzał. To, co powiedział, o mało nie zwaliło mnie z krzesła.
„Powiedz mu to, co powiedziałeś mi ostatnim razem, zanim wyjechałeś.”
„Ona ma rację” – powiedział cicho Barry.
„Co mówisz?” zapytałem.
Barry z trudem przełknął ślinę. „Nie powinien tam być. To znaczy, twój syn”.
Karen zaczęła płakać. Dźwięk był surowy i bolesny, taki, jaki powstaje przez lata tłumionego gniewu.
Moje dłonie zacisnęły się na krawędzi stołu.
Barry kontynuował: „Piętnaście lat temu związałem się ze starszymi chłopakami. Miałem wtedy 11 lat. Moja mama cały czas pracowała. Wychowałem się praktycznie sam, a kiedy jest się dzieckiem tak samotnym, człowiek znajduje sposoby, żeby się czymś zająć”.
„Co mówisz?”
„Co się potem stało?” zapytałem.
„Starsi chłopcy lubili dokuczać dzieciom i zmuszać je do robienia głupich rzeczy, tylko dla śmiechu. Chciałem, żeby mnie polubili”.
Słyszałem, jak Karen pociąga nosem, ale nie mogłem oderwać wzroku od Barry’ego.
„Pewnego popołudnia powiedzieli mi, żebym spotkał się z nimi w opuszczonym kamieniołomie za miastem po zajęciach” – kontynuował. „Nie chcieli powiedzieć dlaczego. Po prostu nazywali mnie „tchórzem”, ilekroć o to pytałem”.
„Chciałem, żeby mnie polubili”.
„Ale to jest to miejsce, przed którym wszystkie dzieci powinny trzymać się z daleka?” – wtrąciłem.
„Tak. I byłam przerażona. Nie chciałam iść sama.”
Barry zawahał się.
„Wtedy go zobaczyłam, twojego syna. W szkole często trzymał się na uboczu. Dzieciaki czasami sprawiały mu kłopoty. Myślałam, że nie odmówi, jeśli go poproszę, żeby poszedł ze mną”.
Pokój nagle wydał się mniejszy.
„Wtedy go zobaczyłem, twojego syna.”
Karen zakryła twarz.
„Myślał, że się z nim zaprzyjaźnię” – wyszeptał Barry. „Kiedy powiedziałem mu, że mamy to samo imię, uśmiechnął się, jakby to oznaczało coś wyjątkowego”.
Poczułem, jak zaciska mi się gardło.
Głos Barry’ego zaczął drżeć. „Po szkole poszliśmy do kamieniołomu, a kiedy tam dotarliśmy, czekali na nas starsi chłopcy. Trzech. Powiedzieli nam, że jeśli chcemy udowodnić swoją odwagę, musimy wspiąć się po skalistej krawędzi nad wodą”.
„Starsi chłopcy czekali”.
Karen sapnęła.
„Półka była wąska” – powiedział Barry. „Wszędzie luźny żwir. Jeden fałszywy krok i można było wpaść prosto do jeziora w kamieniołomie. Spanikowałem”. Barry zamknął oczy. „Spojrzałem na ten spadek i pobiegłem. Nawet nie pomyślałem. Po prostu pobiegłem do domu”.
„A mój syn?” – zapytałem.
Głos Barry’ego się załamał. „Został”.
Karen zaczęła szlochać jeszcze mocniej.
„Prawdopodobnie myślał, że musi coś udowodnić” – powiedział Barry ze smutkiem.
„Po prostu biegłem całą drogę do domu.”
Moje ręce zaczęły drżeć. „Co mu się stało?”
„Nie wiedziałem latami. Poszukiwania rozpoczęły się następnego dnia” – kontynuował Barry. „Policja wszędzie. Helikoptery. Ludzie zadający pytania”.
„Dlaczego nikomu nie powiedziałaś?” – krzyknęła Karen.
Barry spojrzał na nią z poczuciem winy wypisanym na twarzy. „Bałem się. Myślałem, że obwinią mnie. Powtarzałem sobie, że może wróci do domu. Ale w głębi duszy czułem, że coś poszło nie tak”.
„Co mu się stało?”
„Kiedy skończyłem 19 lat, wpadłem na stacji benzynowej na jednego ze starszych chłopaków, teraz już mężczyznę. Próbował udawać, że nic nie pamięta. Ale popchnąłem go na ścianę i powiedziałem, że chcę poznać prawdę. Wtedy w końcu się przyznał”.
Moje serce waliło.
„Powiedział, że twój syn się poślizgnął. Kamienie załamały mu się pod nogami.”
Karen wydała z siebie przeraźliwy płacz.
„Wpadli w panikę i uciekli” – dokończył Barry.
Poczułem pustkę w piersi.
„Wtedy w końcu to przyznał”.
Barry kontynuował: „Straciłem kontrolę po tym. Wszystkie te lata poczucia winy uderzyły mnie z całą siłą. Zacząłem go atakować. Było tak źle, że przyjechała policja. Zostałem aresztowany. Spędziłem kolejne kilka lat, trafiając i wychodząc z więzienia”.