Powoli wypuściłem powietrze.
„Kiedy byłem w więzieniu, poznałem innego więźnia” – kontynuował. „Okazało się, że był to jeden ze starszych chłopców w kamieniołomie tego dnia. Od lat nosił w sobie to samo poczucie winy. Zaczął zgłębiać duchowość. Powiedział, że w końcu sobie wybaczył”.
Podniosłam głowę.
„Po tym straciłem kontrolę”.
Barry westchnął. „Zanim wyszedł, pomógł mi stawić czoła wszystkiemu, przed czym uciekałem. Kiedy wyszedłem, zacząłem szukać pracy. Wtedy zobaczyłem nazwę twojego sklepu”. Spojrzał na mnie uważnie.
„Wiedziałeś, że to moje?” zapytałem.
Skinął głową. „Zgłosiłem się, bo chciałem ci powiedzieć prawdę. Po prostu nie wiedziałem jak”.
Karen spojrzała na niego czerwonymi oczami. „Więc zamiast tego skłamałeś?”
„Wiele razy próbowałem to powiedzieć” – powiedział Barry. „Ale kiedy byłem blisko, zamarłem. Przepraszam”.
„Wiedziałeś, że to moje?”
Nikt się nie odzywał przez długi czas.
W końcu odsunąłem się od stołu.
„Potrzebuję trochę powietrza.”
Potem wyszedłem, a Barry chyba też poszedł, bo nie było go, kiedy wróciłem.
Tej nocy prawie nie spałem. Wspomnienia o moim synu nie dawały mi spokoju.
Ale Barry też był obecny. Myślałem o wszystkim, co nam powiedział.
Kiedy wróciłem, jego już nie było.
***
Gdy nastał ranek, jak zwykle pojechałem do sklepu.
Barry już tam był. Kiedy mnie zobaczył, wyglądał na zdenerwowanego.
„Dzień dobry” – powiedział cicho.
„Chodź ze mną” – odpowiedziałem.
Weszliśmy do biura. Usiadłem.
„Wiesz, dlaczego cię zatrudniłem?”
Pokręcił głową.
„Bo wyglądałeś jak mój syn” – powiedziałem.
Barry już tam był.
Jego oczy się rozszerzyły.
„To samo imię i wiek. To było jak przeznaczenie” – kontynuowałem. „Nigdy nie powiedziałem Karen, ale zanim zacząłeś tu pracować, zacząłem mieć sny o moim synu. W snach powtarzał mi, że prawda wyjdzie na jaw”.
Barry wyglądał na oszołomionego.
„Kiedy pierwszy raz cię zobaczyłem, pomyślałem, że wyglądasz dokładnie jak on. Ale po wczorajszej nocy zdałem sobie sprawę, że tak nie jest”.
„Przepraszam.”
„Myślę, że duch mojego syna podążył za tobą. Może z powodu poczucia winy, które nosiłeś w sobie przez te wszystkie lata”.
„Zaczęłam mieć sny o moim chłopcu”.
Oczy Barry’ego napełniły się łzami. „Bardzo mi przykro”.
Wstałem. „Wiem. Byłeś po prostu przestraszonym dzieciakiem. Uciekłeś. Dzieciaki tak robią”.
Barry pokręcił głową. „Ale ja go tam przyprowadziłem”.
„Tak” – powiedziałem łagodnie. „I nosiłeś ten ciężar przez 15 lat”.
Barry otarł twarz.
„Mój syn zasługuje na spokój. Ty też.”
Spojrzał na mnie.
„Ale ja go tam przyprowadziłem.”
Podszedłem i położyłem mu rękę na ramieniu.
„Wciąż masz tu pracę” – powiedziałem mu. „I miejsce w moim życiu”.
Barry zaśmiał się drżącym śmiechem ulgi przez łzy.
Przytuliłem go.
I po raz pierwszy od dłuższego czasu miałem wrażenie, że mój syn w końcu wrócił do domu.