Victor zacisnął szczękę. „Daniel był słaby. Wybrał ciebie i zobacz, co się stało”.
Miałem ochotę uderzyć go trzciną w twarz.
Zamiast tego złożyłem czek raz, drugi raz i wsunąłem go do szuflady.
„Dziękuję” powiedziałem.
„Po co?”
„Za udowodnienie, że się boisz”.
Zaśmiał się, ale jego oczy zabłysły.
Ten czek zawierał numery rozliczeniowe. Linki do kont firmowych. Autoryzacja podpisu od firmy-wydmuszki, której nazwisko już figuruje w aktach Daniela.
Wybrali niewłaściwą wdowę.
Przez dwa tygodnie udawałam, że jestem bezradna.
Pozwoliłem Evelyn powiedzieć reporterom, że jestem „kruchy”.
Pozwoliłem Victorowi złożyć do sądu wniosek o zamrożenie aktywów Daniela.
Pozwoliłam nawet prywatnemu detektywowi chodzić ze mną na fizjoterapię, na cmentarz i do apteki.
Nie zauważył agenta federalnego siedzącego dwa miejsca za nim w samochodzie.
Owen Rusk w końcu zabrał głos, gdy prokuratorzy zaoferowali mu ochronę.
Powiedział, że Victor wynajął go przez pośrednika. Polecenie było proste: uderzyć w samochód Daniela na pustej drodze po przyjęciu. Zabić Daniela. Zostawić mnie rannego na tyle, żebym wyglądał jak tragiczny ocalały, a nie jak świadek.
Ale Owen dodał jeden szczegół, który sprawił, że główny prokurator pozostał niewzruszony.
„Kobieta zapłaciła ekstra” – powiedział. „Matka. Powiedziała, że jeśli panna młoda też umrze, nikt nie będzie za nią tęsknił”.
Tej nocy stałem przy grobie Daniela w deszczu.
„Nie będę krzyczeć” – powiedziałem mu. „Nie będę błagać. Nie dam im tego”.
Piorun uderzył w marmur.
„Pochowam ich godnie.”
Następnego ranka przyjąłem zaproszenie Evelyn na prywatne spotkanie rodzinne w Voss Tower.
Myślała, że się poddam.
Obrączkę ślubną Daniela nosiłam na łańcuszku pod czarną sukienką.
I urządzenie nagrywające pod kołnierzykiem.
Część 3
Voss Tower wznosi się na pięćdziesiąt siedem pięter ze szkła, stali i arogancji.
Evelyn czekała w sali konferencyjnej z Victorem i trzema prawnikami firmy. Wyglądała na zadowoloną, niczym królowa obserwująca klęczącego sługę.
„Dokonałeś właściwego wyboru” – powiedziała.
„Jeszcze tego nie zrobiłem.”
Victor nalał sobie whisky o dziesiątej rano. „Wciąż dramatycznie”.
Położyłem czarny dysk Daniela na stole.
Pokój się poruszył.
Najpierw zniknął uśmiech Evelyn.
Victor spojrzał na to, potem na mnie. „Skąd to masz?”
„Mój mąż.”
„Daniel był zdezorientowany.”
„Nie” – powiedziałem. „Daniel był odważny”.
Jeden z prawników wstał. „Pani Voss, radzę pani, żeby nie kontynuowała…”
„Mara” – poprawiłam. „Nazywam się Mara Ellison-Voss. I posiadam akcje z prawem głosu Daniela”.
Victor zaśmiał się ostro. „Dopóki nie zostanie rozstrzygnięty testament”.
„Wczoraj się przejaśniło.”
Jego szklanka zamarzła w połowie drogi do ust.
Otworzyłem teczkę i przesunąłem kopie po stole. Postanowienie sądowe. Przeniesienie spadku. Nakaz sądowy. Federalne zarządzenie o zabezpieczeniu.
„Wniosłem również powództwo pochodne w imieniu akcjonariuszy” – powiedziałem. „I przekazałem dowody oszustwa, przekupstwa, zastraszania świadków, prania pieniędzy i spisku mającego na celu popełnienie morderstwa”.
Evelyn powoli wstała. „Ty głupia mała dziewczynko.”