Rozejrzałem się po kawiarni. Zobaczyłem go, wychodzącego na chodnik.
„Proszę zaczekać!” Poszedłem za nim.
„Dał mi to jakiś chłopiec.”
Próbowałem go dogonić, ale chodniki były zatłoczone. Ludzie rozstępowali się przed nim, ale nie przed mną.
Po dwóch przecznicach zdałem sobie z czegoś sprawę: staruszek ani razu nie zatrzymał się, żeby poprosić o drobne. Nie zatrzymał się też, żeby zjeść bułkę ani napić się herbaty. Poruszał się zdeterminowany.
Mój instynkt podpowiadał mi, że mam przestać próbować go dogonić i zamiast tego pójść za nim.
Więc tak zrobiłem.
Poszedłem za nim aż na skraj miasta.
Poruszał się celowo.
Zatrzymał się przed starym, opuszczonym domem.
Otaczał go zaniedbany ogród, pełen chwastów, który płynnie przechodził w las z tyłu.
Wyglądało na to, że od dłuższego czasu nikt się tym nie interesował.
Starzec cicho zapukał do drzwi.
Podszedłem bliżej. Staruszek w pewnym momencie się odwrócił, ale schowałem się za drzewem, zanim mnie zauważył.
Usłyszałem, że drzwi się otwierają.
Zatrzymał się przed starym, opuszczonym domem.
„Powiedziałeś, że mam ci powiedzieć, jeśli ktoś kiedyś zapyta o kurtkę…” – rzekł starzec.
Wyjrzałem zza drzewa. Kiedy zobaczyłem, kto stoi w drzwiach tego starego, podupadłego domu, pomyślałem, że zemdleję.
„Danielu!” Potykając się, ruszyłem w stronę drzwi.
Mój syn spojrzał w górę. Jego oczy rozszerzyły się ze strachu.
Za Danielem przesunął się cień. Zerknął przez ramię, na mnie, po czym zrobił ostatnią rzecz, jakiej bym się po nim spodziewał.
Pobiegł.
Za Danielem przesunął się cień.
„Danielu, zaczekaj!” Przyspieszyłem, przebiegłem obok starca i wbiegłem do domu.
Trzasnęły drzwi. Pobiegłam korytarzem i wpadłam do kuchni. Szarpnęłam tylne drzwi akurat w porę, żeby zobaczyć, jak Daniel i jakaś dziewczyna pędzą do lasu.
Pobiegłam za nimi, krzycząc jego imię, ale byli za szybcy.
Zgubiłem je.
***
Pojechałem prosto na najbliższy posterunek policji i opowiedziałem o wszystkim dyżurnemu funkcjonariuszowi.
„Dlaczego miałby przed tobą uciekać?” zapytał.
Zgubiłem je.
„Nie wiem” – powiedziałem. „Ale musisz mi pomóc go znaleźć, zanim znowu zniknie”.
„Wyślę ostrzeżenie, proszę pani.”
Usiadłam. Za każdym razem, gdy drzwi się otwierały, całe moje ciało sztywniało. Zadawałam sobie w kółko te same pytania: Co, jeśli on już jest w autobusie? Co, jeśli go nie ma? Co, jeśli to była moja jedyna szansa?
Około północy podszedł do mnie oficer.
„Znaleźliśmy go. Był niedaleko dworca autobusowego. Właśnie go przywożą.”
Fala ulgi mnie zalała. „A dziewczyna, która z nim była?”
Policjant pokręcił głową. „Był sam”.
Policjant podszedł do mnie.
Zaprowadzili Daniela do małego pokoju przesłuchań. Nie zdawałam sobie sprawy, że płaczę, dopóki nie poczułam tego na twarzy.
„Żyjesz. Masz pojęcie, jak bardzo się martwiłem? A kiedy w końcu cię znalazłem… Dlaczego przede mną uciekłeś?”